poniedziałek, 7 maja 2012

Zadanie domowe

Część dalsza:

Read the story.
The Hen
The hen is brown.
It sees the egg.
The egg is big!

Napięcie rośnie. Ciekawe, co będzie za tydzień.

Właściwie, nie powinnam się śmiać. Wyobraźcie sobie, że nie potrafię zrobić zadania na poziomie zerówki. Moje dziecko jest lepsze z angielskiego niż ja. Chyba zapiszę się na jakiś kurs, chociaż nie wiem, czy to coś da w moim wieku. Ech, dzieckiem być.

wtorek, 1 maja 2012

Story

Mój synek odrabiał dzisiaj lekcje. Jedno z zadań brzmiało tak:

Read the story.
The Hen
The hen is red.
The hen has an egg.
The egg is in a nest.

Na co moje dziecko powiedziało, że to wcale nie jest story. Ho ho ho, krytyk literacki się z niego robi.

piątek, 9 marca 2012

"Przedświąteczna gonitwa", Maria Izabela Fuss

„7 grudnia

Drogi Pamiętniku!

Wczorajszy dzień ogłaszam za nader udany! Nareszcie Święty Mikołaj poniósł sromotną klęskę, a to wszystko dzięki mnie i moim pobratymcom! Hip-hip-hura! Całe Piekło wznosi toasty kieliszkami wypełnionymi po brzegi wytrawnym, czerwonym winem – moim ulubionym, ma się rozumieć!

Och, truszkę mi się ulało... wybacz!”

Tak zaczyna się opowiadanie „Przedświąteczna gonitwa” autorstwa Marii Izabeli Fuss.
Narratorem jest diabełek Imp. Tak, diabełek prowadzi pamiętnik i sam ten fakt wywołuje uśmiech na twarzy. Humor i lekki ton towarzyszą czytelnikowi już do końca utworu.

Imp wpada na pomysł, by ukraść prezenty Świętemu Mikołajowi i zepsuć Święta. Do wykonania misji bez trudu werbuje liczną grupę pobratymców: święty nie cieszy się w piekle uznaniem i nazywany jest tam Pomyleńcem, „bo nikomu nie mieści się pod kopułą, aby ktokolwiek o zdrowym umyśle rozdawał prezenty na prawo i na lewo, jakby nie było nic lepszego do roboty, tylko dzielić się rzeczami”.

Jak wynika ze wstępu, piekło świętuje, czyli plan się powiódł. To jednak nie wszystko.

Na kilkunastu stronach autorka wykreowała sympatyczny świat diabełków. Mimo ich niecnego planu, nie da się ich nie polubić. Magia miesza się tu ze światem nam znanym, czyli z jednej strony mamy w piekle alchemika, który uwarzy eliksir zmieniający głos, a z drugiej – wypożyczalnię strojów i studio wizażu. Do czego to wszystko? Jak skończy się opowiadanie? Co kryje się za tytułem utworu?
Przekonajcie się sami: historia nie jest zarezerwowana dla dzieci.

E-book do nabycia na stronie Wydaje.pl. Można się tam również zapoznać z jego bezpłatnym fragmentem.

Cały zysk ze sprzedaży zostanie przekazany na Schronisko dla Bezdomnych Zwierząt w Celestynowie.

wtorek, 14 lutego 2012

Walentynkowe "I Spy"

Moje dziecko chce zostać w przyszłości toymaker. Zrobiliśmy więc dla taty zabawkę na walentynki:













Najtrudniej znaleźć ziarno jęczmienia - trzeba przecież postawić tacie jakieś wyzwanie. (Maku nie mieliśmy). Dziecko planuje produkcję butelki plażowej, czyli zmieszać z piaskiem kamyki, muszelki, śrubki i inne skarby (do wersji deluxe dorzucimy nawet kilka groszy). Z takim nastawieniem zaoszczędzę na zabawkach.

Pomysł zaczerpnięty z http://www.icanteachmychild.com/2010/07/i-spy/.

niedziela, 5 lutego 2012

Luty

Nadszedł luty, a jedyne, co mi przychodzi do głowy, to:
„Idzie luty, ubierz buty”.
Twórczo. Odstąpić komuś trochę weny?

Mętlik w głowie. Bałagan w domu. Zimno. Ręce opadają.

Chyba najlepiej byłoby ubrać te buty i się trochę powłóczyć po okolicy. Obejrzeć kilka potencjalnych miejsc zbrodni, czyli zbadać teren do mojego kryminału.
Pracuję właśnie nad karkołomną sceną i mam ogromną ochotę wypróbować ją w praktyce. Korci mnie za każdym razem, kiedy przechodzę obok głębokiego jaru. Obawiam się jednak, że moja bohaterka ma lepszą kondycję i że ja po takim wyczynie kaskaderskim wylądowałabym w szpitalu. Może wrzucić tam lalkę?

A jak Wam idzie pisanie? Albo przynajmniej: jak Wam idzie luty?

wtorek, 24 stycznia 2012

Tydzień w Szwecji

Wychodzi na to, że Szwecja to przede wszystkim powieści kryminalne i książki Astrid Lindgren.

„Dzieci z Bullerbyn”, Astrid Lindgren:
W tej książce każdy najzwyczajniejszy dzień sześciorga dzieci z małej szwedzkiej wioski przedstawiony jest jak najciekawsza przygoda. Łowienie raków i chodzenie do szkoły, pielenie rzepy i Gwiazdka – wszystko staje się okazją do zabawy i umocnienia przyjaźni.

Właśnie czytamy i dziecku bardzo spodobał się rozdział „Lasse wpada do jeziora”, szczególnie ten fragment:
- Uwaga! Jedzie słynny łyżwiarz z Bullerbyn! - krzyczał i jechał prosto na przeręblę, skręcając dopiero w ostatniej chwili.
- Lasse, nie wariuj! - krzyczał Olle.
Wymyślaliśmy Lassemu wszyscy, ale nic nie pomagało. Zaczął robić pętlę i zakrętasy dokoła przerębli. Czasami jechał tyłem.
- Oto nadjeżdża dumny łyżwiarz z Bullerbyn! - krzyczał znowu.
(W tym momencie moje dziecko chowa się pod koc i chichocze).
I nagle - plusk! Wjechał tyłem prosto do przerębli, gdyż zapędził się zbyt daleko.

„O krok”, Hennig Mankell:
W noc św. Jana troje nastolatków przebranych w osiemnastowieczne stroje spotyka się w lesie, żeby odegrać maskaradę. Cała trójka ginie. Niedługo potem komisarz Wallander dowiaduje się, że jego kolega, który miał mu pomóc w poprowadzeniu sprawy, nie żyje. Jedynym śladem jest fotografia nieznanej kobiety. Co przyniesie śledztwo dotyczące prywatnego życia kolegi? Inspektor zmierzy się z tajemnicą, której być może wcale nie chce poznać.

„Nocna zamieć”, Johan Theorin:
Joakim i Katrine Westin przeprowadzają się ze Sztokholmu na północną Olandię, wyspę u wybrzeży Szwecji. Uciekając przed życiem w wielkim mieście, postanawiają kupić i wyremontować byłą siedzibę latarników. Okazuje się jednak, że stary dom kryje w sobie wiele ponurych tajemnic, dawnych historii, które pragną zostać opowiedziane. Gdy na rodzinę Joakima spada nieszczęście, musi on stawić czoło zarówno duchom tego miejsca, jak i własnym demonom.

Więcej książek - na blogu Kanapy i w wątku Tydzień w Szwecji.

czwartek, 5 stycznia 2012

Z nieba spadło

Avoid Good Writing While Composing

It’s too disturbing to read a writer with a good style when you’re in the middle of putting your work together. It’s very much like taking your car apart and having all the pieces on the floor when somebody rides by in a Ferrari. Now, you may hear a note in the Ferrari that isn’t good and say, That motor needs a little tuning. But nonetheless the car is there and yours is on the floor. So while I’m working on a book, I rarely read more than The New York Times.

NORMAN MAILER

Czytam właśnie "Wichrowe Wzgórza" i stwierdziłam, że moja pisanina nie ma sensu, że porywam się z długopisem na słońce i że w ogóle powinnam sobie odpuścić i zrobić coś pożytecznego, na przykład posprzątać dom (przydałoby się).

A tu nagle dobra rada spadła mi jak z tego nieba, na którym słońce przecież świeci przyjaźnie i każdemu po równo, a mi może nawet równiej, bo w końcu u nas lato.

Jak Wam idzie pisanie? Nie poddajecie się, mam nadzieję.

środa, 28 grudnia 2011

Szczodre Gody

Michael Kobr jest nauczycielem języka niemieckiego i francuskiego, Volker Klüpfel – redaktorem kulturalnym dziennika „Augsburger Allgemeine Zeitung”. Oboje związani są z regionem Allgäu, w którym toczy się akcja książek z komisarzem Kluftingerem. „Szczodre Gody” to piąty tom serii.

Państwo Kluftingerowie wraz z małżeństwem Langhammerów wybierają się na sylwestra do hotelu w Alpach. Atrakcją pobytu jest zabawa kryminalna, w której goście mają brać aktywnie udział. Kluftingerowi przypada rola Herculesa Poirot, doktorowi Langhammerowi – Watsona. Morderstwo wydarza się jednak naprawdę, i to za drzwiami zakluczonymi od środka. Jakby tego było mało, zagrożenie lawinowe i burza śnieżna odcinają hotel od świata. Dziewiętnaście osób – która z nich popełniła zbrodnię?

Powieść przypomina nieco sławną sztukę Agathy Christie „Pułapka na myszy”, której akcja również rozgrywa się w zasypanym śniegiem pensjonacie. Autorzy otwarcie nawiązują do dzieł mistrzów gatunku, jak na przykład „Zabójstwo przy Rue Morgue” Edgara Allana Poe, czy „Morderstwo w Orient Expressie” Agathy Christie. Jednak w przeciwieństwie do tych książek, trzymających w niepewności do końca, „Szczodre Gody” w połowie robią się przewidywalne i zbyt szybko staje się jasne, kto zabił. Poza tym autorzy zamiast na śledztwie, bardziej skupiają się na konflikcie komisarza z doktorem Langhammerem. Para, starając się złapać sprawcę, robi sobie często na złość, co z czasem zaczyna działać na nerwy. Dra Langhammera przedstawiono nieprzekonywająco – nie mógł być aż takim klaunem.
Niektóre rozdziały miały za zadanie jedynie rozśmieszyć, np. Stryczki, w którym policjant i lekarz zakradają się w nocy do kuchni, żeby coś przekąsić, czy Dżemułka – opis śniadania, który pokazuje, jak mało światowy jest komisarz. Nie przybliżyło nas to do odkrycia mordercy, nie poznaliśmy bliżej podejrzanych, których portret psychologiczny jest słabo nakreślony. Zamiast dawki napięcia, otrzymujemy komisarza sabotującego pokaz fajerwerków doktora i zabierającego na pamiątkę co się da z pokoju hotelowego.
Lęk Kluftingera przed trupem, w zawodzie policjanta niepożądany, również doprowadza do sytuacji komicznych. Podczas czytania zastanawiałam się nieraz, czy Klufti urwał się z choinki? Jednak trzeba przyznać, że komisarz potrafi nieźle główkować i wykazać się inteligencją, co pokazuje między innymi przy przesłuchiwaniu gości.

Należy wspomnieć także o tytułowych Szczodrych Godach, okresie między Wigilią a świętem Trzech Króli:

„Noce Śmierci! Na samą myśl o tym ścisnęło mu żołądek. Mówiono, że wówczas nie obowiązywały prawa natury i że zacierały się granice między światami, odprawiano też magiczne rytuały. Czy właśnie stali się częścią owych mistycznych zdarzeń?” [s. 79]

I to wszystko, tylko kilka wzmianek. Szczodre Gody nie grają w książce praktycznie żadnej roli, a szkoda, gdyż pomysł zapowiadał się ciekawie i sam tytuł dopomina się o jego rozwinięcie. Brakuje mi także epilogu, ponieważ zakończenie wisi trochę w powietrzu. Uważam, że książka ma potencjał i powinna zawierać dwa razy tyle stron.

Pozycję polecam tym, którzy chcieliby rozpocząć swoją przygodę z powieścią kryminalną. Miłośnicy czystego gatunku mogą poczuć się rozczarowani. Kto liczy na mocne wrażenia, przeliczy się. Jest to niezwykle łagodna odmiana kryminału – posunęłabym się nawet do określenia „komedia z morderstwem w tle” – w której ani razu nie powieje grozą, grożą za to ataki śmiechu. Jak tylko wspomnę doktora Langhammera i jego kuferek detektywa... Śmiech gwarantowany.

Ocena: 4/6


Egzemplarz recenzyjny otrzymałam od serwisu nakanapie.pl – dziękuję!

czwartek, 22 grudnia 2011

Who wants to play fairies?

Do mojego synka, lat 5, przyszła koleżanka, lat 6, i:

"Alex, Alex, let's play fairies!"
"I don't want to play fairies."
"But you can be a boy fairy."
"I don't want to be a boy fairy. I want to be a cat."
"Ok, you can be a cat fairy."
"I don't want to be a cat fairy!"
"So what do you want to play?"
"Let's build a fort."
"Ok, and it's going to be a magic castle and then we can play fairies."
"I don't want to play fairies!"

Najważniejszy jest dialog.

czwartek, 15 grudnia 2011

Blogerzy książki piszą

Podaję dalej:


Kochani Blogerzy (nie tylko książkowi),

Ostatnio coraz większą popularnością cieszą się zbiory opowiadań, których autorami są nie tylko osoby znane w świecie literackim, ale także i ci, którzy mają wyobraźnię i potrafią zrobić z niej użytek, przelewając wymyślone przez siebie historie na papier. Tego typu opracowania zbiorowe wydawane są głównie w formie e-booków, natomiast czasami zdarza się, że także w formie tradycyjnej (papierowej). Motywacją do podejmowania takich projektów są rozmaite okazje, na przykład: Światowy Dzień Książki (Książki Moja Miłość), Halloween (31.10. Halloween po polsku), a ostatnio środkiem dopingującym stało się Boże Narodzenie, które zaowocowało powstaniem antologii 22 opowiadań o tym, jak przetrwać święta (O, choinka! Czyli jak przetrwać święta).

W związku z powyższym Kraina Czytania i Książki Zbójeckie organizują akcję dla wszystkich Blogerów (nie tylko książkowych) polegającą na napisaniu opowiadania o tematyce dowolnej, które następnie zostaną zebrane w jedną całość i wydane w formie e-booka, a jeśli los będzie łaskawy, być może uda się wydać je także w formie papierowej. Wszystko zależy od ilości Waszych zgłoszeń. Dlatego też wszystkich zainteresowanych akcją Blogerów z wyobraźnią, dla których pisanie nie stanowi większego problemu, zapraszamy do wzięcia udziału w tym projekcie. Swoje prace można podpisywać prawdziwym nazwiskiem, bądź też pseudonimem, podając tytuł swojego bloga. Na Wasze opinie i zgłoszenia czekamy do dnia 31 grudnia 2011 roku. Swoje zgłoszenia możecie pozostawić w komentarzu do niniejszego wpisu [nie u mnie, tylko na stronie którejś z pomysłodawczyń - przypis długopisarki] lub przesłać pod wybrany adres mailowy:


Kraina Czytania: aga510@op.pl

Książki Zbójeckie: odoj86@tlen.pl


Natomiast na gotowe już opowiadania czekamy do dnia 31 stycznia 2012 roku. Wszystkich zainteresowanych prosimy o poważne potraktowanie niniejszego projektu. Mamy nadzieję, że będzie nas jak najwięcej. Prosimy Was również o zamieszczenie niniejszej notki na swoich blogach w ramach dotarcia do jak najszerszego grona Blogerów.

wtorek, 22 listopada 2011

Paranoja

Z pozdrowieniami dla Agaty Adelajdy. Któż z nas się tak czasami nie czuje?

We Who Are Your Closest Friends
Phillip Lopate

we who are
your closest friends
feel the time
has come to tell you
that every Thursday
we have been meeting
as a group
to devise ways
to keep you
in perpetual uncertainty
frustration
discontent and
torture
by neither loving you
as much as you want
nor cutting you adrift

your analyst is
in on it
plus your boyfriend
and your ex-husband
and we have pledged
to disappoint you
as long as you need us

in announcing our
association
we realize we have
placed in your hands
a possible antidote
against uncertainty
indeed against ourselves
but since our Thursday nights
have brought us
to a community of purpose
rare in itself
with you as
the natural center
we feel hopeful you
will continue to make
unreasonable
demands for affection
if not as a consequence
of your
disastrous personality

then for the good of the collective


"We Who Are Your Closest Friends" by Phillip Lopate, from At the End of the Day. © Marsh Hawk Press, 2010

sobota, 19 listopada 2011

Kartka z kalendarza 2

EVERYTHING is being outsourced. In a few years, the only industry left in the United States will be "reality" television. A lot of people think this is bad. Congress recently tried to pass a law against outsourcing, only to discover that all federal legislation since 1997 has actually been produced in Taiwan. (Dave Barry)

piątek, 11 listopada 2011

Tydzień w Ameryce Południowej

Kawa, kakao i koka. Samba, capoeira i tango argentyńskie. Alpaka, lama i świnki morskie. Anakonda, jaguar i piranie. Inkaskie miasto Machu Picchu, Copacabana i karnawał w Rio. Łowcy głów, konkwistadorzy i dyktatorzy.

A książki?

„Sto lat samotności”, Gabriel García Márquez:
Autor dzięki swym dziadkom znał historię Macondo i rodziny Buendía, prześladowanej przez fatum kazirodztwa. Świat bez czasu, w którym wiele rzeczy nie miało jeszcze nazw, nadzwyczajność była codziennością, a zwyczajność - zjawiskiem nadprzyrodzonym, był też jego światem. Potrzebował dwudziestu lat, by spisać te rodzinne opowieści z całym dobrodziejstwem i przekleństwem odniesień biblijnych, baśniowych, literackich i politycznych. Czy „plemiona skazane na sto lat samotności nie mają już drugiej szansy na ziemi”?

„Szelmostwa niegrzecznej dziewczynki”, Mario Vargas Llosa:
Historia miłości, inspirującej, toksycznej i perwersyjnej, która nadaje życiu sens, a zarazem bezlitośnie go odbiera.
Życie Ricarda wyglądałoby zupełnie inaczej, gdyby jako nastolatek nie poznał niegrzecznej dziewczynki. Od pierwszego spotkania przez niemal pięćdziesiąt lat ukochana będzie bez uprzedzenia pojawiać się w jego życiu i równie niespodziewanie znikać. Femme fatale jak tajemniczy demiurg decyduje o życiu Ricarda, jest wszystkimi kobietami na raz, pozostając jednocześnie tylko niegrzeczną dziewczynką.

„Tomek u źródeł Amazonki”, Alfred Szklarski:
Seria powieści Alfreda Szklarskiego o przygodach Tomka Wilmowskiego na różnych kontynentach. Między innymi chłopiec bierze udział w wyprawie łowieckiej na kangury w Australii i przeżywa niebezpieczne przygody w Afryce, żyje wśród czerwonoskórych Nawajów i Apaczów. W te niezwykłe przygody wpleciona jest historia odkryć dokonywanych przez polskich podróżników.

Więcej propozycji - na blogu Kanapy i w wątku Tydzień w Ameryce Południowej.

A na zakończenie scena z filmu „The Tango Lesson”:

niedziela, 6 listopada 2011

„Już ledwo sapie, już ledwo zipie...”

Sześć dni i 10 tysięcy słów.
Odczucia?
Mam ochotę rzucić się na ziemię i orać w niej pazurami w dzikim szale. Mózg wyjałowiony. Trzeba użyźnić i sięgnąć po Sienkiewicza, inaczej chwasty uszami wyjdą.
Teraz dopiero rozumiem, jaką mordęgą dla niektórych jest odchudzanie: perspektywa ukończonej książki, czy sukienki w nowym rozmiarze nęci, ale droga do niej... Uff. I puff.
Może przyłączyć się do jakiejś grupy wsparcia?

Tyle u mnie. Jak Wam idzie?

poniedziałek, 31 października 2011

Po Halloween

Było zimno, ciemno i mgliście, czyli klimat w sam raz na trick-or-treating.
Bilans: 13 tysięcy kroków na krokomierzu, słój słodyczy zdobycznych i misa czekoladek nierozdanych (bo nie było nas w domu). Po położeniu dziecka spać wysypałam łupy na stół w kuchni i przywłaszczyłam sobie część – mój synek po dobroci by nie oddał. Na szczęście nie wyszedł z łóżka po wodę i mnie nie przyłapał. Tak przy okazji: czy tylko ja podkradam dziecku cukierki?

Teraz, nafaszerowana cukrem, czekam na północ, żeby wystukać pierwsze strony/ linijki (niepotrzebne skreślić) książki NaNoWriMo i położyć się spać z nadzieją, że mój entuzjazm przetrwa listopad, albo wystarczy mi cukierków na jego sztuczne podtrzymanie.

Jak Wam idzie pisanie?

piątek, 28 października 2011

Fabryka palców

Szkoła synka zażyczyła sobie od każdego dziecka po 2 tuziny wypieków, które my, rodzice, będziemy sprzedawać (pewnie sobie nawzajem) na jutrzejszym Festiwalu Jesieni. Szkoła dba o to, byśmy się nie nudzili. Czy tylko mi się wydaje, czy miałam więcej czasu, zanim dziecko zaczęło chodzić do zerówki?

No, ale osiemnaście paczek ze świeżymi palcami gotowych.


Teraz trzeba upiec muffiny.

wtorek, 25 października 2011

NaNoWriMo

Pierwszego listopada rozpoczyna się NaNoWriMo, czyli National Novel Writing Month. Celem projektu jest wystukanie 50 tysięcy wyrazów powieści w 30 dni. Przez każdego uczestnika z osobna. Szczegóły znajdziecie na stronie programu: About NaNoWriMo.
Mam zamiar pracować nad kilkoma tekstami jednocześnie, żeby nie zaskoczył mnie zastój. Opowiadania, czekające na swoje 5 minut, i powieść-bestseller, która zostanie sfilmowana, a jak! Trzeba mierzyć wysoko. Przynajmniej do chwili upadku poczuję wiatr we włosach. A im wyżej, tym dłuższy lot.
W tym tygodniu muszę zająć się porządkami, żeby w listopadzie mieć więcej spokoju. Część spraw da się upchać do szafy w przedpokoju, którą mąż nieopatrznie otworzył kilka dni temu i zaskoczony zapytał: "Buty koło widelców?". Tak wygląda organizacja w moim wykonaniu. Czego się nie robi dla dobra przyszłych czytelników.

Czy ktoś jeszcze się pisze na NaNoWriMo?

niedziela, 9 października 2011

Znowu o pająkach

Kilka dni temu odkryłam w łazience stadko pająków, jak w „Pajęczynie Charlotty”. Trudno byłoby je wyłapać, takie to tycie i delikatne, więc zostawiłam je w spokoju i postanowiłam, że zajmę się nimi, jak podrosną.
A dzisiaj po moim stoliku maszerował raźno duży czarny pająk. Czy one tak szybko rosną, czy to inne pokolenie? Pobiegłam po słoik do kuchni, raz... dwa... trzy... cztery... pięć... i z powrotem, a po pająku ani śladu. Stolik niewielki, z ledwością starczy miejsca na laptopa i okolice, czyli książkę, zeszyt, kalendarz i okulary przeciwsłoneczne. Ostrożnie podniosłam papiery, zajrzałam nawet pod komputer, mimo że gorący, i nic. Tak intensywną czerń trudno przeoczyć, a jednak mi się udało. Chociaż, laptop też czarny...

W tym miejscu przypomniały mi się słowa synka:
brałam właśnie prysznic, gdy usłyszałam tupot i trzaśnięcie drzwi. Wychodzę z łazienki, dziecko wychyla się z pokoju i oznajmia:
„Widziałem robaka, jak szedł! Miał sześć nóg, był duży jak termit (?) i brzydki.”
„A gdzie jest teraz?”
„Albo w szafie, albo pod twoim łóżkiem.”

No, to słodkich snów.

piątek, 7 października 2011

Tydzień w Hiszpanii

¡Hola! Oto kilka książek z Hiszpanii. Więcej propozycji znajdziecie na blogu Kanapy i w wątku Tydzień w Hiszpanii.

„Brak wiadomości od Gurba”, Eduardo Mendoza:
Kosmita w gorącej Barcelonie ze swoim matematyczno-logicznym nastawieniem trafia prosto w realia ludzkiej codzienności. Dla niego zaczyna się wędrówka przez świat nieodgadnionych rytuałów i tajemniczych zachowań, dla nas – wyborna zabawa przy jednej z najśmieszniejszych książek Eduardo Mendozy.


„Rubio”, William Wharton:
Dopiero co rozwiedziony trzydziestoletni Amerykanin udaje się do Hiszpanii, by odzyskać równowagę emocjonalną. Zabiera się za naprawę zrujnowanego domu i z czasem zżywa z hiszpańską rodziną, która nazywa go Rubio – blondyn. Rubio zakochuje się z wzajemnością w hiszpańskiej siedemnastolatce. Gwałtowne uczucie wybucha z siłą, jakiej Rubio nie zaznał nigdy w życiu.

„Komu bije dzwon”, Ernest Hemingway:
Hiszpańska wojna domowa, oddział partyzancki walczący po stronie Republikanów. Okrucieństwo wojny i nieoczekiwana miłość. Książka uznana została za jedno z najdojrzalszych dzieł i jedną z najświetniejszych powieści miłosnych XX wieku.