poniedziałek, 25 lipca 2011

One Lovely Blog Award

Dziękuję za wyróżnienie, Agato Adelajdo!


Do zabawy zapraszam:

1. http://atramentnemarta.blogspot.com/
2. http://ceisha.blogspot.com/
3. http://mariaizabelafuss.blogspot.com/
4. http://margarytka.blogspot.com/
5. http://lepszysmak.wordpress.com/
6. http://mamommama.blogspot.com/
7. http://pisarskiecwiczenia.blog.onet.pl/
8. http://szafasztywniary.blogspot.com/
9. http://slowemmalowane.blogspot.com/
10. http://mimisia.wordpress.com/


Siedem rzeczy o mnie:

1. Uwielbiam kim chi. Niestety, jego intensywny zapach drażni męża, więc rzadko sobie na taką kapustę pozwalam.
2. Nie przepadam za czekoladą. Kiedyś pracowałam nawet w fabryce czekolady, gdzie można było jeść wszystko, co się znalazło, ale i tak mnie to nie przekonało.
3. Pewnego dnia nauczę się jeździć konno – to moje marzenie.
4. Boję się horrorów: kiedy obejrzałam „Resident Evil”, nie mogłam spać przez kilka miesięcy.
5. Liczę litery przy czytaniu. Pewnie to skrzywienie się jakoś profesjonalnie nazywa.
6. Nie rozstaję się z krokomierzem, ale ostatnio rzadko udaje mi się przejść dziesięć tysięcy kroków dziennie.
7. Nie oglądam telewizji.

Pozdrawiam!

piątek, 22 lipca 2011

Zafoliowani

„Mamo, chodź do kuchni, szybko! Pracowniki zaklejają nam okno!”
Idę i patrzę: jesteśmy zafoliowani.

Ponad miesiąc temu dostaliśmy ostrzeżenie od administracji: z poważaniem, dwudziestego czerwca rozpocznie się renowacja budynku i mamy uprzejmie usunąć z balkonu i sprzed drzwi wejściowych wszystko, co mogłoby zostać uszkodzone przez wodę, farbę lub gruz.
Pochowałam wszystko oprócz mebli balkonowych (tym nic nie zaszkodzi) i miniogródka, czyli czterech doniczek i kubka styropianowego, który upodobały sobie żaby. Żaby zostają na własne ryzyko. Za każdym razem, kiedy je złapię i wypuszczę w krzaki obok mokradeł, na ich miejsce pojawiają się nowe (a może te same?). Mam cichą nadzieję, że przynajmniej jedzą mszyce.
Czas mijał i mijał, a renowacji ani widu, ani słychu. Chyba chcieli nas wziąć z zaskoczenia. Kilka dni temu wyszłam na chwilę z domu, wracam, a tu strumienie szaleją, czyli czyszczenie budynku wodą pod ciśnieniem. No to pędem na górę pozamykać okna. A gdybym nie zdążyła???
Wczoraj poczułam się jak osaczona przez komandosów. Rano ludzie w białych kombinezonach przystawili drabiny do każdego okna i weszli na balkon. Musiałam ewakuować pranie („Dzień dobry, dzień dobry, ja tylko te suszarki zabiorę”) i opuścić wszystkie żaluzje, inaczej czułabym się jak zwierzak w terrarium. Potem słychać było zawzięte skrobanie i pokrzykiwania cieni po drugiej stronie. Kiedy o piątej wyszłam na balkon, leżały na nim kawałki muru, a każdą framugę otaczała niebieska taśma klejąca.
Dzisiaj zaczęło się malowanie i wspomniane "pracowniki" zabezpieczyły folią okno.
To dopiero początek...

niedziela, 17 lipca 2011

Omit needless words

„Vigorous writing is concise. A sentence should contain no unnecessary words, a paragraph no unnecessary sentences, for the same reason that a drawing should have no unnecessary lines and a machine no unnecessary parts. This requires not that the writer make all his sentences short, or that he avoid all detail and treat his subjects only in outline, but that every word tell.” [1]

Proste?

Dwa dni temu ukończyłam internetowy kurs pisania, na którym poradzono mi, żebym zrezygnowała ze zbędnych wyrazów. Wycięłam więc z mojego ostatniego tekstu przysłówki i stał się on łysy i goły. Może istnieje jakaś sztuczka, która sprawia, że mimo braku przysłówków i przymiotników opowiadanie dobrze się czyta?
Trzeba nauczyć się pisać od nowa...

Aha, odtąd moje posty na blogu powinny wyglądać profesjonalniej. (Powinny).


[1] William Strunk Jr., E. B. White, „The Elements of Style”, wyd. Macmillan Publishing Co., Inc. 1979, s. 23

poniedziałek, 4 lipca 2011

Zacznij pisać

Autorką e-booka „Zacznij pisać. Motywacyjny poradnik dla pisarza” jest Katarzyna Krzan. Jest ona również redaktor naczelną wydawnictwa internetowego e-bookowo i autorką takich publikacji jak „Praktyczny kurs pisarstwa” oraz „Szczęśliwe macierzyństwo i jego sekrety”.
Katarzyna Krzan ukończyła kulturoznawstwo i posiada doktorat z literatury popularnej.

Okładka poradnika trafnie oddaje jego zawartość. Nie widzimy na niej mężczyzny siedzącego w zadymionym pokoiku przed maszyną do pisania, lecz uśmiechnięta dziewczyna z laptopem – zdjęcie jasne i optymistyczne, jakby chciało pokazać, że pisanie nie jest zarezerwowane dla romantycznych wybrańców, i że każdy może to robić.
Poradnik ma właśnie pomóc uwierzyć początkującemu pisarzowi we własne siły. Każdy rozdział poprzedza cytat znanego pisarza i podpiera teorię, że pisanie to przede wszystkim ciężka praca, a nie żadna magia.

Pozycja składa się z trzech części. W pierwszej – „Być pisarzem” – autorka mówi, skąd wziąć motywację do pisania i co to znaczy, być pisarzem.
W drugiej części – „Pisać, pisać, pisać” – dowiemy się, skąd brać inspiracje i z jakich elementów składa się powieść.
Jednak najbardziej wartościową częścią jest „Wydaj się”, w której czytelnik pozna drogę do wydawcy, zastanowi się nad zaletami i wadami self-publishingu (wydania książki na własną rękę), czy uzyska informację, jak otrzymać numer ISBN. Autorka przybliża też polski rynek wydawnictw elektronicznych i przedstawia sposoby promocji w internecie.
W e-booku znajdziemy ponadto propozycje dwunastu ćwiczeń, które mają pomóc początkującym przejść z teorii omówionej w rozdziale do praktyki.

Luźny styl (są nawet emotikony), daleki do naukowego język oraz przyjazny ton sprawiają, że tekst jest przystępny dla każdego, a porady łatwe do przyswojenia. Niestety, błędy (nawet ortograficzne) podważają wiarygodność autorki. Zwraca ona bowiem uwagę piszącego na schludność pracy i sprawdzanie tekstu przed oddaniem go do wydawnictwa, a z drugiej strony sama się do tego nie stosuje. Książce przydałaby się korekta.
Autorka przedstawia ponadto raz konkretne rady, innym zaś razem zdania są nieostrożnie sformułowane i ogólnikowe, np.:
„Jeśli w mało ambitną fabułę uda [się] wpleść informacje poszerzające wiedzę czytelnika, sukces mamy gwarantowany.” [s. 122] Ale kto nam ten sukces zagwarantuje?

Tematy w książce są potraktowane powierzchownie, sam e-book nie jest obszerny, więc zainteresowani karierą pisarską powinni przygotować się na zakup publikacji, które rzemiosło to traktują dużo głębiej. Z podręcznika mogą skorzystać do rozeznania się w terenie i sprawdzenia, czy pisanie jest im rzeczywiście przeznaczone. Pozycja przydatna także dla tych, którzy chcieliby się dowiedzieć, jak wydać książkę w formie e-booka i czy samopublikowanie to samobójstwo autora.

Do podręcznika jeszcze wrócę. Aspirującym pisarzom polecam jednak korzystanie też z innych źródeł w drodze do sukcesu.

Ocena: 3/6


Egzemplarz recenzyjny otrzymałam od serwisu nakanapie.pl – dziękuję!

środa, 29 czerwca 2011

O krok od kawastrofy

Czytałam właśnie kryminał „O krok”, gdy skończyła mi się kawa, a bez kawy w tej książce nic się nie dzieje.
Przytoczę fragment:

„Wallander asked Nyberg if he wanted coffee, but he declined.
«I have more than twenty cups a day,» he said. «To keep my energy up. Actually, maybe just to stick it out.»
«Police work wouldn't be possible without coffee,» Wallander said.
«No work would be possible without coffee.»
They pondered the importance of coffee in silence.” [1]

No i mamy dramat. Trzeba się było wybrać do sklepu, a tam, zaraz za drzwiami, stanowisko z diamentami. Obowiązkowo z lustrem. Mijam drogocenne kamienie w drodze po drogocenne ziarna i miga mi w lustrze odbicie, jakby dopiero co zwleczone z łóżka. Cóż za kontrast z blaskiem brylantów. Dlaczego oni tę biżuterię ulokowali tuż przy wejściu?
A jeszcze, gdy mąż powiedział, że musi wracać na spotkanie w pracy, i że nie mamy czasu na mielenie, i że w dodatku będę mogła to zrobić dopiero za kilka dni, to myślałam, że wybuchnę. Wyobraziłam sobie siebie z tłuczkiem do mięsa, rozgniatającą ziarna, fruwające odłamki w kuchni i opętanie w oczach...
Na szczęście mąż wyczuł niebezpieczeństwo i historia skończyła się dobrze, tzn. bez udziału tłuczka do mięsa.


[1] Henning Mankell, „One Step Behind”, tłum. Ebba Segerberg, wyd. The New Press 2002, s. 246

środa, 8 czerwca 2011

„W moim magicznym domu wszystko się zdarzyć może. Same zmyślają się historie, sam się rozgryza orzech.”

„Czarownica z Radosnej” to debiut powieściowy Zofii Staniszewskiej, która tworzy również wiersze, dramaty, a dla dzieci – baśnie terapeutyczne i bajki. Była nauczycielka języka polskiego, od kilku lat mieszka na wsi.

Akcja książki toczy się we współczesnej wsi – Radosnej, a historia skupia się wokół młodej wdowy, samotnie wychowującej dwójkę dzieci. Jagoda pracuje w bibliotece szkolnej, naucza jazdy konnej, zajmuje się czterema wierzchowcami, pięcioma psami, kotem i dwuhektarowym pastwiskiem. Piecze, gotuje, robi przetwory. Znajduje czas na pogaduchy przy kominku i dyskusje na temat astronomii, malarstwa, czy duchowieństwa. Wspomoże chorą sąsiadkę naparem z własnoręcznie zbieranych kwiatów lipy, wysłucha zdradzanej siostry i sprawi, że upośledzony synek przyjaciółki z miasta uwierzy w siebie.
Fizycznie chyba nikt nie byłby w stanie temu podołać. Może Jagoda rzeczywiście jest czarownicą?

Głównym napędem historii jest poszukiwanie miłości. Od śmierci męża Jagody minęły trzy lata i od tamtego momentu czas stanął w miejscu. Sąsiadki, przyjaciółki i siostra próbują wyswatać Jagodę, lecz dziewczyna zaklina szczęście po swojemu: puszczaniem wianków w noc Kupały, składaniem kolczyków w ofierze pradawnej bogini Ziemi-Matce. Niestety, kiedy w końcu pojawia się odpowiedni kandydat, historia staje się banalna i nieprzekonywająca; nie czuć napięcia między Jagodą a Jakubem.

Autorka jednak wspaniale pokazuje nam życie na wsi. Umiejętnie wplata w opowieść tradycje, wierzenia i obrzędy (wyprawa po kwiat paproci w noc świętojańską), ale też wyśmiewa plotkarstwo, fałszywą religijność i donosicielstwo z zazdrości o dotacje unijne pośród rolników.
Usłyszymy tu o diabłach, dziwożonach i innych postaciach z mitologii słowiańskiej, znajdziemy baśnie, wyliczanki, fragmenty z XV-wiecznych „Ksiąg sabatowych” i gawędy ludowe. Gwara nada dialogom autentyczności, a wyszukane, przebogate opisy przyrody, z konkretnymi nazwami roślin i zwierząt, odczuć można wszystkimi zmysłami.

Na uwagę zasługuje też kreacja zabawnych i barwnych mieszkańców Radosnej: wścibska Ryśkowa z jej ciągłym „Tfu! Łobraza boska!”, Babucha z kozą, karykaturalna dyrektor Kopytko. Niestety, nakreślenie głębokich postaci już autorce nie wychodzi: Jakub, Paweł, czy na przykład Magda przedstawiają się nijako i nie zapadają w pamięci.

Autorka urządziła nam wielodaniową ucztę: książkę urozmaica poszukiwanie zatopionego skarbu młynarza, gang Krechlatego i handel kradzionymi samochodami, objawienie przy wierzbie, wirtualna zdrada małżeńska, czy egzorcyzmy. Szkoda tylko, że wątki są potraktowane zbyt powierzchownie, a wiele z nich nie doczekało się nawet zakończenia. Może autorka pokusi się o kontynuację powieści?

Niedociągnięciem e-booka są też literówki, interpunkcja, mieszanie nazwisk (Babucha to raz Murielowa, raz Drozdowa, dyrektorka szkoły – raz Kopytko, raz Kolska). Ponadto częsta zmiana narratora męczy: historię opowiada zbyt wiele postaci, zarówno w pierwszej, jak i trzeciej osobie.

Książka kończy się słodkim akcentem: na ostatnich stronach znajdziemy kilka przepisów Jagody. (Notabene: przy niektórych ciastach nie podano, niestety, czasu pieczenia.)

„Czarownicę z Radosnej” czyta się szybko i przyjemnie. Jeżeli chcemy zapomnieć przez chwilę o rzeczywistości, warto przenieść się do świata pani Staniszewskiej, gdzie płonie ogień w kominku, kot mruczy na kolanach, i gdzie historia kobiety kończy się szczęśliwie, jak na baśń przystało.

Ocena: 3,5/6


Egzemplarz recenzyjny otrzymałam od serwisu nakanapie.pl - dziękuję!

czwartek, 2 czerwca 2011