Ze względu na częste przenoszenie się z miejsca na miejsce musiałam odnaleźć przystań, którą mogłabym zabierać ze sobą. I stała się nią bliskość mojego synka.
Kiedy wtulam twarz w jego włosy, miękkie i przyjemnie łaskoczące w nos, i wdycham ich kochany zapach, i przyciskam usta do małej główki, i czuję bijące od niej ciepło, i zapominam się w jego dziecięcym głosie - wtedy wszystko zwalnia i jest przez chwilę takie, jakie być powinno.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz